Usłyszał "Kacper, jest źle". Osiem godzin czekała na przyjęcie na OIOM. Zmarła na urosepsę - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Tragiczna śmierć 20-letniej pacjentki z Gdańska, która trafiła do szpitala na rutynowy zabieg, stała się przedmiotem postępowania prokuratury oraz Rzecznika Praw Pacjenta (RPP). O sprawie poinformował Medonet, któremu Biuro RPP przekazało, że historia Julii Liegmann to zaledwie wierzchołek znacznie poważniejszego problemu systemowego.

Usłyszał "Kacper, jest źle". Osiem godzin czekała na przyjęcie na OIOM. Zmarła na urosepsę

Urosepsa po planowym zabiegu

Julia Liegmann została przyjęta do Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku 7 lutego 2026 r. na zaplanowane kruszenie kamienia nerkowego. Wszystko wskazywało na rutynową procedurę — krótka hospitalizacja i szybki powrót do domu. Istotny był jednak fakt, że kilka miesięcy wcześniej pacjentka leczyła się w tej samej placówce z powodu sepsy powiązanej z infekcją układu moczowego, co zostało odnotowane w jej dokumentacji medycznej.

Po kilku godzinach na oddziale stan kobiety zaczął się gwałtownie pogarszać — pojawiły się dolegliwości, a następnie obfite wymioty z krwią. Wtedy doszło do telefonu, który — jak później opowiadał narzeczony pacjentki, Kacper Kenski — wszystko zmienił. W rozmowie z reporterem programu mężczyzna relacjonował przebieg rozmowy z Julią. Z drugiego aparatu skontaktował się z lekarzem i usłyszał słowa pielęgniarki, że w pomieszczeniu jest pełno krwi.

Osiem godzin oczekiwania na OIT

Kondycja 20-latki pogarszała się błyskawicznie i wymagała natychmiastowego przeniesienia na Oddział Intensywnej Terapii (OIT). Pojawiła się jednak przeszkoda — według szpitala wszystkie łóżka na tamtejszym oddziale były zajęte. O godz. 15.50 zapadła decyzja o transporcie do innej placówki oddalonej o kilka kilometrów. To, co miało być zwykłą formalnością logistyczną, zamieniło się w długie godziny oczekiwania. Pacjentka trafiła na OIT dopiero o godz. 18.30 — po 8 godz. oczekiwania.

Julia zmarła 17 lutego 2026 r. Bezpośrednią przyczyną śmierci była urosepsa — stan, w którym drobnoustroje z dróg moczowych przenikają do krwiobiegu.

Wolne miejsca tuż obok

Reporterzy programu "Państwo w państwie" ustalili, że wolne łóżka na intensywnej terapii znajdowały się zaledwie kilka kilometrów od szpitala, w którym leżała pacjentka. Lekarze prowadzący znali również historię jej wcześniejszej choroby. Mimo tego przez 8 godz. nikt nie zdecydował o przewiezieniu jej na OIT — podkreśliła redakcja programu w swoim materiale.

Do sprawy odniósł się Dariusz Kostrzewa, prezes spółki Copernicus, do której należy gdański szpital. W rozmowie z Polsatem ocenił, że przyczyna śmierci pacjentki była "nie do przewidzenia na wcześniejszym etapie", a podobne przypadki — jak stwierdził — zdarzają się od czasu do czasu.

Śledztwo prokuratury w Gdańsku

Dwa miesiące po śmierci kobiety sprawą zajęli się śledczy. Od 29 kwietnia 2026 r. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku bada okoliczności leczenia 20-latki i ustala, czy mogło dojść do błędów wpływających na tragiczny finał. Postępowanie prowadzone jest pod kątem narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Śledczy weryfikują, czy podczas leczenia i organizacji opieki nad pacjentką doszło do zaniedbań.

Sprawa Julii Liegmann nie umknęła uwadze Rzecznika Praw Pacjenta. Biuro RPP poinformowało Medonet, że rzecznik z własnej inicjatywy wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

— Obecnie zgromadzony materiał dowodowy jest analizowany pod kątem naruszenia praw pacjenta i podjęcia dalszych działań — przekazał Medonetowi RPP.

Droga pacjenta przy podejrzeniu sepsy

Medonet zapytał biuro Rzecznika o szerszy problem — jak powinna wyglądać ścieżka pacjenta i jego rodziny w sytuacji, gdy chory zgłasza się na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) z niepokojącymi objawami, zostaje odesłany do domu, a następnie wraca do szpitala z sepsą. Według biura RPP każdy taki przypadek wymaga dokładnej analizy, ponieważ może świadczyć o naruszeniu praw pacjenta i obowiązujących standardów udzielania świadczeń zdrowotnych.

Rzecznik wyjaśnił, że "pacjent zgłaszający się na SOR z bólem, gorączką i wywiadem wskazującym np. na kamicę nerkową znajduje się w grupie ryzyka poważnych powikłań, w tym sepsy", a personel medyczny "ma obowiązek przeprowadzić diagnostykę adekwatną do zgłaszanych objawów i oceny stanu klinicznego". Jeśli pacjent zostaje odesłany bez właściwego zabezpieczenia diagnostycznego lub bez jasnych zaleceń, a następnie wraca w stanie zagrożenia życia, "rodzi to pytanie o dochowanie należytej staranności przez podmiot leczniczy" — wskazał RPP. Każdą taką sytuację, jak podkreślono, należy oceniać indywidualnie.

Sprostowanie dokumentacji medycznej

Odrębną kwestią jest sytuacja, gdy dokumentacja medyczna nie odpowiada rzeczywistemu przebiegowi zdarzeń w szpitalu. Biuro RPP wskazuje, że jeśli pacjent uważa, iż został nieprawidłowo odesłany z SOR albo gdy w dokumentacji widnieje na przykład wpis o rezygnacji z dalszego leczenia, choć w rzeczywistości został odesłany, "może wystąpić o jej sprostowanie lub uzupełnienie". Pacjent ma także prawo złożyć skargę do dyrektora placówki, skierować sprawę do Rzecznika Praw Pacjenta, do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Izbie Lekarskiej, a także dochodzić swoich praw przed sądem.

RPP zaznacza, że "stwierdzenie naruszenia praw pacjenta lub określenie odpowiedzialności zawsze wymaga indywidualnej, szczegółowej analizy sprawy przez organy posiadające do tego kompetencje".

Roszczenia rodziny po śmierci pacjenta

Co mogą zrobić bliscy, gdy pacjent — tak jak Julia — nie przeżywa? Biuro RPP wyjaśnia, że w przypadku śmierci pacjenta "osoby mu bliskie mogą dochodzić zarówno roszczeń, jak i wyjaśnienia sprawy". Rodzina ma możliwość złożenia skargi do Rzecznika Praw Pacjenta, zgłoszenia sprawy do prokuratury, a także dochodzenia roszczeń cywilnych — w tym zadośćuczynienia za krzywdę po stracie bliskiej osoby, odszkodowania lub renty.

Odpowiedzialność w takich sprawach, jak podkreśla rzecznik, może przybierać różny charakter i dotyczyć różnych podmiotów — cywilną wobec pacjenta lub jego rodziny, zawodową wobec lekarzy lub innych pracowników medycznych, a w najpoważniejszych przypadkach, "gdy istnieje podejrzenie narażenia życia lub zdrowia", również karną.

— Nie zawsze odpowiedzialność spoczywa na jednej osobie — często analiza dotyczy całego procesu organizacji opieki nad pacjentem — zaznaczyło biuro Rzecznika.

Pacjenci samotni pod ochroną

Biuro RPP w rozmowie z Medonetem odniosło się również do sytuacji, w której pacjent jest osobą samotną i nie ma nikogo bliskiego, kto mógłby walczyć o jego prawa. Jak wskazuje rzecznik, w przypadku podejrzenia poważnych nieprawidłowości "działania mogą zostać podjęte z własnej inicjatywy — zarówno przez Rzecznika Praw Pacjenta, jak i przez prokuraturę", niezależnie od tego, czy ktoś złoży formalną skargę.

RPP zwraca również uwagę, że nawet jeśli pacjent ostatecznie wyzdrowieje, należy zbadać, czy na wcześniejszym etapie nie doszło do naruszenia jego praw oraz czy dochowano należytej staranności.

 

źródło: medonet.pl

Udostępnij

0
0
0

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę